Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Miejski park 
w oszronionych pąkach róż światło ulicznych lamp 
zatapia otoczenie bezsenność w roli szaleńca odkrywa nowy wymiar 
zakrakany księżyc na wierzchołkach drzew z wyprzedaży zapach 
samotności kreuje nową osobowość

W pobliskiej sadzawce zanika poczucie bliskości 
kolejny maruder powłóczy nogą na ławce bezimienna skostniała twarz   
ściska na pożółkłym liściu anons jak aktor drugoplanowy 
który zjadł ser i zmarł na krzyżu

W konarach drzew urojenia z Sodomy za powiekami usuwa 
czas bałagan zostawia idealny efekt końcowy  

Poza centrum w rozświetlonej dzielnicy  
przed wizjerem obraz anioła dopracowany i bardzo spójny
twarz trzydziestolatka która nie istnieje 
w rzeczywistości Za drzwiami piękna długonoga istota 
zmieniając przedmioty nieobdarzone życiem w domowników 
nadając imiona po matce transseksualistów z fotek na ścianie 

Spełniając dziecięce marzenia w pracowni dnie 
i noce nie istniały pozbawiona zapachu teraźniejszości
skazując się na nieśmiertelność Istota nieśmiertelna 
otwiera i zamyka drzwi iluzja rozmowy która dawno temu 
się skończyła bez kontekstu ogołocona z konwencjonalnych 
zachowań

W przeciągu kilku sekund świat zawirował ucieleśnienie obłędu 
z kuźni Hefajstosa w szklących oczach  rozlana czerń w kałuży krwi 
Spadające krople z dachu rytmicznie odmierzają czas 
ma dywanie wypłowiałe zdjęcie W półmroku widok przywiązani 
do krzyża z twarzą skierowaną ku niebu 
W odbiciu doszukuję się podobieństwa do ptaszyska 
wydłubującego oko skazańcom
 
W nagich konarach kolejne urojenia z Sodomy 
idealny efekt końcowy  

Nadmiar kortyzolu  przynosi rześkość za powiekami wyjście ewakuacyjne 
i duży hol dawka leków na serce za werandą schody   

umysł nie daje odpowiedzi czy Brahms spotkał Wagnera nad rzeką 
do której nikt nie przychodził czy bycie obcym pośród łanów zboża falujących na wietrze gdy w taktach muzyki odczuwa się coraz mniej tlenu a zapach idealny przynosi facet ubrany na czerwono 
z długą białą broda i wtedy  z kieszeni wypada czerstwa kromka chleba
jak półnagie kobiety z Sodomy
Ilość odsłon: 1691

Komentarze

październik 30, 2018 23:23

dziękuje za komentarz i uwagi w chwili obecnej nie na niosę poprawek gdyż nie byłbym może obiektywny co do tekstu i przekazu a co gorsza namnożył bym kiksów)))pozdrawiam Czarcik

październik 30, 2018 18:21

Bogaty w ciekawe metafory, ale na mój gust za mało spójny, poszarpany. Może to moja obsesja, ale lubię, gdy wiersz "płynie".

październik 30, 2018 09:30

przepraszam za byki pisze lub nanoszę poprawki z telefonu i czasami nie widzę czy dobrze ))serdecznie pozdrawiam

październik 30, 2018 09:23

Może chodzi o "peryferia snu" lub "perypetie snu"? Jest trochę literówek.