Janvierdunord
Roślina
kiedyś planowałem i łaknąłem w wymyślony sposób
wierzyłem że się wydostanę przez mgłę na styczniową noc
przebije przez chrapy śniegu przez coś co rozpada
się bez wytchnienia i rzuca w dół
z bezsilności wyczerpane noce zasypiały
kochały ludzi rozczarowanych
udawała że jest tym kimś
by zadowolić innych
podeptana i skopana marzyła
śniła że jest światłem i zwija się w kłębek
wiarą w najgłębsze uczucia
przydrożnym kolczastym chwastem
przesileniem wiosennym które przerywa prolog letni
chłodne poranki słone krople sklejały gardło
kręgosłupy zesztywniały
oddzielało ścięgna od mięśni
nie znając nic a nic
tkwiły coraz bardziej w bezczynności
jak liście na drzewie pozostawione bez opieki
tracąc bliskich od napływu niekontrolowanego deszczu
ufne wróble łączyły się w pary
jaśniało w oknie
dorosłem delektując się jak Ikar-us
nowym smakiem przestrzeni
odczuwa się stęchliznę umarłych
pozostawionych przy życiu
wio-sny przeżuwa od nowa kłamstwo oddycha
zamiejskim czystym
powietrzem i studentkami uniwerku
w piątej strefie liście latają
kiedy moje stopy są na ziemi
oswojony syn człowieczy między drzewami poznał
Piotra wyspiarskiego przez rozsypaną
Korę wtargnął w dyskusję
Cyprian od umazanego krzyża
kurwa piękna perspektywa cytrynkowego motyla
Ilość odsłon: 1743





Komentarze
Janvierdunord
wrzesień 01, 2017 18:16
dziękuje za komentarz pozdrawiam)))Lena P
Lena Pelowska
sierpień 31, 2017 23:25
Bardzo fajny tekst. Do małych poprawek. Pozdrawiam