prometeusz
inny niż inne - 2
miałem uczucie płodności
żona też odczuwała namiętność
w tym naszym pokoju
mijały lata córka dorastała było wesoło
wszystko przemija przemija lato nadchodzi pleśń
pleśń okrywająca niewietrzony dom
później przechodzimy z pokoju w obojętność
uznasz że zwariowałem nagłaśniając temat o naszej córce
być może daj boże gdzieś tam gdzie oczy nie widzą
gdzie tylko nie spojrzę tam szereg wspomnień się jarzy
nagle zanika znika obręcz tajemna mojej rozmazanej twarzy
szukałem daleko blisko leżało nadmiernie powstrzymywało
kroki bezkresne urwisko jak magnes ponownie się szerzy
nie ważne jest teraz nie ważne gdzie boli kiedy boli
byleby nad ranem przestało ze zmęczenia nie
myślałem myślałaś taki dzień nadejdzie
nie byłem gnojkiem tylko wsparciem żelazem
dla stworzenia naszego zmęczenia
wnikam w tą bliznę gdzie goi się rana
przygotowana na odpust byłaś i będziesz niepowtarzalna
przedwczoraj skakała bawiła się chowała
znikła w piwnicy pseudo bóg ją schował zatrzasną
w ciemnicy z szczurami z rurami z upiorem u boku
systemem pojęć specyficznych pomiędzy chorobami
obrzeże źrenicy łza opanowała nie znam jutra pojutrza
była taka ufna usłużna bezbronna
nie zaśpiewam sto lat chyba że w moje ręce
bycie oddasz mi padalca skorzystam
gołymi rękoma wyrwę z pedofila
niewzruszoną dusze wtedy zaśpiewam
tam gdzie nikt nie usłyszy
zadzwonił telefon z początku był głuchy
po chwili napięcia zaczęłaś wołać wykop mnie
on wciąż tu jest tato





Komentarze
Leszek.J
wrzesień 06, 2026 17:27
Wiersz ten zawiera straszną tajemnicę i nie zagojoną ranę.
Mogę tylko współczuć podmiotowi