grzegorzgrześ
6/3 ost
oprzestrzeń mnie
porozpadałem się i opadam na dno
wydawało się że już wszystko pasuje
a tu znów mnie we mnie brakło
muszę już iść chociaż podobno nie warto
życie przepływa wartko
przynajmniej nie mija się z prawdą
i czego więcej chcieć
mówi: pan ją kocha
mówię: co to zmienia
...
mówi: proszę sobie pozwolić na szczęście
leżę w wysokiej trawie
bo duszność i skwar
wzrastają wraz z odległością od dna
żyje to co mnie otacza i współ
mimo że kładąc się tu zburzyłem wszystko i wybudowałem siebie
póki nie odejdę zostawiając gruzowiska traw
poznałem kilka pająków i koników polnych
mrówki wytyczyły po mnie szlak
przez chwilę na niebie kołował nade mną ptak
i tak trzeci dzień leżę czekając aż wsiąknę
...
figurka z mosiądzu
wyślizgana przez palce
prezent pożegnalny
to był przypadek jak miłość
od pierwszego spojrzenia
mosiężny ślimak w piach
...
deszcz pada wyganiam gołębie z balkonu
empatia a prawo do życia bez gruchania
z uczuć jest głównie poczucie jak czas
zapierdala aż znajdę czas i pajęczyną
z przeżutym chlebem zalepię ranę
...
ślimak w piach
przez chwilę nie ma czym oddychać
na trytytki i gumy do żucia
przyrzekam że wszystko będzie
nie inaczej jak będzie
...
mówisz - zazdroszczę
jesteś jak orkiestra z Titanica
do końca spokojny
do dna
.
jak jakieś voodoo
trzymałem w garści serce
od bólu po zamieranie
musiałem puścić
nie patrz tak bo zostanę
bez względu na konsekwencje
że trupa tym bardziej nie zechcesz
Ilość odsłon: 112





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.