Basia
Ogórkowa w Błękitnej (cz.2)
"Nie mogę, potrącił mnie..." mamrotała raz po raz do latarni i mijanych okien. Niebieskooki przyspieszył. "Ogórkową, szybko!" zarządził w drzwiach kawiarni. Anioł kiwnął rozumiejąco głową i zniknął w kuchni. Posadził ją przy barze. "Siedzisz?" pochylił głowę, żeby spojrzeć jej w twarz. Zaczęła osuwać się ze stołka. Rozejrzał się po lokalu, owinął sobie jej ramię wokół szyi i poprowadził w kierunku wytartej sofy. "..Tą wielką gablotą.. normalnie.." mamrotała do mijanych stolików. Posadził ją na sofie. Łagodnym, powolnym lecz stanowczym łukiem opadła na bok. "Tam była moja torebka, rozumiesz?! Ta brzydka, czarna!" zerwała się krzycząc. Pokiwał niepewnie głową i przetarł czoło. Anioł zbliżał się z parującą tacą "Po ogórkowej złapiesz dystans, dziecko" zapewnił stawiając pachnącą zupę. Na chwilę skupiła spojrzenie na jego twarzy. "Gdzieś już cię chyba widziałam." stwierdziła. "Odzyskujesz zmysły!" ucieszył się błękitnooki. Anioł uśmiechnął się kojąco. Poklepał ją po ramieniu i oddalił się w kierunku baru. Myśli wirowały jej w głowie nie chcąc złożyć się w żaden sensowny kształt. "Ale.. ale..". Niebieskooki westchnął, "Widzisz, potrzeba chwili, żeby się w tym zorientować, ale nie jest tu tak najgorzej, a teraz jedz" uśmiechnął się zachęcająco. Patrzyła na niego nic nie rozumiejąc.
"Jak długo tu jesteś?" to było jedyne sensowne pytanie jakie się jej nasunęło. Zastanowił się marszcząc brwi "Trudno powiedzieć.. Zacznijmy od tego, że zegar tu źle chodzi" roześmiał się z żalem. Przyglądała mu się podejrzliwie i badawczo. "Myślę, że .. jestem pewna, że nie z tobą miałam się tu spotkać. Bez obrazy. Wtedy, tam w Czerwonym Tulipanie.. czy to wszystko ma jeszcze znaczenie?" zwątpiła nagle, "Liczy się tu i teraz. Nie sądzisz" uciął. "Racja, ale co to za TU, właściwie?" "Rozejrzyj się spokojnie.. myślę, że mogliśmy trafić gorzej.. Ja na pewno" uśmiechnął się znowu żałośnie. To jego wyznanie ugrzęzło w bolesnej ciszy. Anioł za ladą zmarszczył czoło i pracowicie polerował szklankę. Dziewczyna milczała. W jej myślach przewijały się obrazy z minionego dnia.. tygodnia... jesieni. Wydawały się być z bardzo odległego, innego świata. "Zupa ci stygnie" niebieskooki rzucił smutno. Wróciła do rzeczywistości. "I co teraz?" spytała mimowolnie. "Teraz jedz, zanim będzie całkiem zimne" odpowiedział opierając się plecami o sofę.
Zupa rzeczywiście była chłodniejsza, kiedy spróbowała pierwszą łyżkę. Momentalnie skupiła się cała na jedzeniu. Faktycznie była nieziemska. Gęsta i aromatyczna, działała kojąco na wszystkie dostępne zmysły.
"Mmmm" wymruczała zapominając o przykrych okolicznościach. Spojrzała z nieco bardziej rozmarzonym uśmiechem niż zamierzała. "Wreszcie mówisz do rzeczy." Odetchnął z ulgą. Spojrzał na nią poważnie. "Zacznijmy jeszcze raz, tym razem po kolei. Jestem Franek."
Na scenę wyszedł muzyk. Niekoniecznie przygotowany od strony wizualnej. Ze spokojną pewnością siebie zaczął dostrajać gitarę. "A ty jesteś?" zachęcił Franek. "Iza" odpowiedziała i zamilkła, oczekiwała dalszego ciągu opowieści. Franek westchnął mimowolnie. Zorientował się i westchnął ponownie. "Widzisz, sam nie wiem do końca, co tu robimy. Jesteśmy. Tyle wiem." Zatkało ją to wyznanie, spodziewała się konkretnego wyjaśnienia, ale przeliczyła się. "Filozoficznie to zabrzmiało" mruknęła. "Nie, to nie ma nic wspólnego z filozofią" powiedział przypatrując się jej badawczo i podparł brodę na łokciu. "Więcej z życiem" "To przynajmniej tyle wiemy" mruknęła znowu. "Tak" uzupełnił "To już dużo."
Nad ich głowami popłynęła piękna melodia. Rytmiczna, chwytliwa i powolna. Nieśpiesznie rozsnuła się i uspokoiła atmosferę. Iza zapatrzyła się w przestrzeń lekko wybita z rozmowy.
"Rozkojarzyłam się, o czym to my..?" "Zamknij oczy" zażądał szybko Franek. "Co?" otwarła je szeroko. "No zamknij" zaśmiał się. Odwróciła głowę szukając wzrokiem pomocy. "Zamknij." przytaknął Anioł zza rzędu szklanek. Zamknęła oczy. Znalazła się w alei pełnej wysokich kamienic oświetlonych ciepłym zachodem słońca. Dookoła fruwały gołębie. Gdzie na litość boską się znalazła? Nie rozpoznawała tych budynków. Powietrze było czyste i świeże. Pachniało morzem. Stała oszołomiona miastem. Każda ulica kipiała kwiatami. Ściany kamienic kolorowe, skąpane w ciepłym słońcu, ludzie rozmawiający pogodnie. Minęła okno ze stróżującym kotem, ktoś uśmiechnął się do niej. Pod jednym z budynków stał oparty barkiem o ścianę duży człowiek. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Było w nim coś sympatycznego. Zagadnęła go. "Przepraszam, którędy do Błękitnej?" "Tej kawiarni?" zapytał czekoladowym niskim głosem. Przytaknęła. "Wystarczy, że otworzysz oczy." odpowiedział tajemniczo. Rzuciła mu mroczne spojrzenie. Uśmiechnął się w odpowiedzi. Otwarła oczy. Ciągle siedziała przy stoliku. Franek siedział tymczasem przy barze gapiąc się ponuro na Anioła, który kroił cytryny. Miała wrażenie że przerywa im jakiś cichy dialog. Podeszła niezauważona. Usiadła obok. "To było dziwne, ale wspaniałe" powiedziała. "No.." przytaknął Franek.
Muzyk zakończył melodię, wstał i odszedł za kurtynę. Łagodny blask rozjaśnił przestrzeń, wydobywając się zza zaimprowizowanej zasłony. Ktoś zaśmiał się radośnie i głośno. Światło było zachwycające w swoim blasku. Popatrzyła na Franka pytajaco. W międzyczasie rzeczywistość wróciła do dawnych kolorów. "Zaraz.. co się stało?" Franek odkaszlnął, parząc na nią znacząco. "Zniknął." "To widzę. Znaczy właśnie nie..." gapiła się nie rozumiejąc."Jak to zniknął?" zapytała zaniepokojona. "Oj, wszystko musisz wiedzieć?" zapytał w odpowiedzi. "Zniknął, i już." stwierdził pogodnie. Przyglądała się mu zdumiona. "Tam?" wskazała palcem na kurtynę. Franek przewrócił oczami, roześmiał się. "Nie, tam go nie ma" odpowiedział. "Przestaniesz?" zażądała. Wspomnienie olśniewającego światła utkwiło pod jej powiekami. "Przepraszam, nie chciałem mówić zagadkami.. Widzisz, słowa czasami nie oddają zbyt wiele." zastanowił się chwilę. "Jednak, czy zauważyłaś, że ciągle jesteś wolna? Wolna do podejmowania decyzji o sobie i o świecie którego jesteś częścią. To przywilej." zamilkł. Było coś w jego głosie, co kazało jej zagrać w otwarte karty "Tak, ta odpowiedzialność czasami mnie przerasta." wyznała trochę zbyt szczerze. " Acha, to zdaje się, że nie dostrzegłaś drogowskazu." "Czego?" spytała. "Drogowskazu. Nie widzisz co jest prawdą a co kłamstwem. Nie widziałaś drogowskazu?" zapytał rzeczowo "Cholera, jakiego drogowskazu?" powoli nabierała pewności, że ta rozmowa lekko odstaje. "Ślad na twojej drodze, ślad czegoś większego niż ty. Ślad sensu. No gdybyś zobaczyła coś takiego, to nie dało by się tego zapomnieć. Może co najwyżej wyprzeć z pamięci, a i to niekoniecznie."
Patrzyła na niego niewiele rozumiejąc. Na scenie stanął kolejny muzyk. Przy pierwszym uderzeniu w struny pomieszczenie zaczęło się rozjaśniać. Franek otworzył szeroko oczy i jęknął. Zbladł rozpoznając kogo widzi. Zawahał się, zdawało się, że walczy o każde słowo.
"Widzisz, ja... nigdy nikogo nie kochałem... nikogo poza sobą. Zmarnowałem tyle okazji, ale... chyba dostałem teraz szansę.. i już nie zamierzam jej zmarnować, to wszystko co wiem" uśmiechnął się. "Co? Do czego ty zmierzasz?" Zapytała niepewnie. "Do najważniejszego, do miłości!" prawie krzyknął. "Nie mówię tu o seksie i romansach" szybko nabrał tchu. "Mówię o tym co możesz wybrać i zrobić! Co wybierzesz i dasz innym! Miłości nie schowasz do kieszeni, nie zachowasz na póżniej. Otrzymujesz jej codziennie na kilogramy, całą od Niego i nawet nie widzisz! A ona czeka! ...ale zobaczysz, tylko patrz..." mówił a słowa cichły. Franek uśmiechał się jeszcze wskazując palcem w górę.
Tyle zapamiętała, kiedy dźwięki i obrazy zlały się w jedno ogromne światło, delikatnie ograniające otoczenie i ją samą.
Obudziła się. Było już jasno w barze z czerwonymi ścianami. Stolik pod jej łokciami odcisnął się już maksymalnie do bólu. W Czerwonym Tulipanie trzasnęły drzwi z dzwoneczkiem. "Okej, to był sen." Stwierdziła półprzytomnie. Rozciągnęła z rozkoszą wszystkie kończyny. Przed nią na stoliku stała zimna już kawa a radio grało z przejęciem: "Everybody's trying, to get to the bar.. the name of the bar.. the bar is called Heaven.."
Ilość odsłon: 102





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.