grzegorzgrześ
1/3
zoo
dziecko wskazuje szympansa
"co zrobił ten pan?"
...
lubię twoje szarości
jak dym płonących miast
zza popalonych mostów
...
nie budź mnie
tylko po to bym
nie spał
wiatr mnie zabuja
zagłaszcze tak czule
jak gdybyś mogła ty
więc mnie nie budź
tylko po to bym nie spał
zostanę gdzie droga zawiodła
ś mnie droga
...
jesteś przyczyną milczeń
zamilknięć
wygryzam je z policzka i spod warg
żuję się
poszedłem żeby wyrwano mi zęby
dotykam językiem wspomnienia na dziąśle
wypluwam krew do wody w wannie w której siedzę
rozmywa się jak kolor z pędzla
za chwilę
woda jest czysta
więc to tylko iluzja
z pustki wypływa pustka
jesteś przyczyną milczeń
...
dla ciebie szklanka zawsze jest
do połowy pełna
ustawiasz je koło łóżka
i nigdy nie wypijasz
wieczorem płuczesz nią zęby
i przez chwilę szklanka jest
do dna pusta
...
Łyżka
nie miałem łyżeczki
a chciałem zjeść jogurt
więc posłużyłem się
aluminiowym wieczkiem
pierwsze nacięcie kącika ust
było właściwie niewyczuwalne
lekki dyskomfort
jadłem dalej
później nie byłem w stanie
nic powiedzieć - każde słowo
rozrywało usta
i niby wiem że to moja wina
ale już jej nie zaufam
...
mówisz mi że śmierć
nie wybiera
to samo mówisz
o miłości
i że dlatego tak samo
chciałbym się zakochać
jak zabić
byle nie w tobie
mówisz mi że uwielbiasz
moją wrażliwość i dłonie
wkładasz mi swoje w rękawy
i pytasz jak to możliwe
że mimo życia jeszcze
się nie zabiłem
- bo się kocham
więc zabierasz dłonie
byle nie z tobą
...
serce tłucze
alerty esoesy
po ból
poza tym cisza
milimetrowa warstwa kurzu
pleśń na fusach i suche sukulenty
mówiłaś mi - ciał obcych
z rany się nie wyciąga
wrasta
...
on przyjechał tu z Bangladeszu
"pana! pana! wszystko dobre pana!?"
proponuje mi darmowy napar który
nazywa herbatą ale nie ma w nim herbaty
zostawił żonę dziecko rodziców
i przeleciał pół świata żeby
zrobić mi kebaba
zawsze zostawiam mu kilka
złotych tipa
na bilet do domu
...
tęsknię żeby cię spotkać pierwszy raz
i żeby było inaczej - żebym miał szansę
przynajmniej naprawdę cię stracić
tęsknię żeby znowu oddychać
bez myśli czy tak by smakował
ostatni i za strachem że to ostatni
tęsknię za strachem uwieszony na linie
gdzieś na sopockim dachu
i żeby cię spotkać jeszcze raz
ten pierwszy raz i móc
tak naprawdę stracić
...
porozpadało się a później spadł deszcz
przełykam
krew ślinę solpadeine pytasz
czy nie chcę tramalu
ale mam serce
nie chcę
przełykam krew ślinę
to dziwne nic
czuć
kiedy tu byłaś kłamałem
kiedy nie ma milczę
przełykam
krew ślinę solpadeine głód
"popłakał się pan?"
jakoś leci
samo płynie
przełykam
...
chciała, żeby maj
poddusza ta wiosna
niemal z czułością
obiecanką
że jeszcze chwila i zakwitnę
zakwilę ze szczęścia
z życia z życia!
póki co w za życiu zażywam
kolejny dym
ułudę po ulgę
po duszenie
tak czułe jak próżne
tak puste jak czuję
tak trudne jak oddech
bezdech odbija się echem
od płuc
już wkrótce zakwitnę
ktoś przyjdzie i zetnie
daruje i zwiędnę
w jakimś flakonie na jakimś stole
...
mówisz - trzymajmy się
na dystans. to dotyka
tyczymy się wytyczamy
mówisz - teraz nie mam
czasu. co brzmi jak poczekaj
brzmi jak uciekaj - lub lub
mówię - też czasami potrzebuję
człowieka. twój pies
liże mnie w dłoń
mówię - chcę poznać nie oceniać
zabić nie nie żyć mówię -
lubię kiedy się uśmiechasz
...
klepsydra
mówisz - chcę się z tobą
cieszyć. when i'm in blue in blu in ból
mówisz - nie chcę twoich
emocji. chowam do płuc
mówisz - mam za dużo słów
.
mówisz -
.
...
wyszepcz
wschód słońca nad zimnym Bałtykiem
wypalam lont dnia ląd i dna
ptaki rozbijają się o słońce
i myślę że wolałbym z
ustnik parzy w palce
słońce jest już nudne
wysoko i nic nie zapowiada
żeby miało przestać
przesypuję piasek do wyjścia
znów myślę że wolałbym z tobą
gdzieś jesteś - nic to nie zmienia
palenie powoduje raka bezpłodność
i chwilę spokoju
...
a goni a
przez odcienie błękitu i falowania zbóż
jak z miłości strachu i zwykłej żądzy
trwania
a goni a
nie od początku do końca
bez środków czy nawet pół
nie ósemka czy podkowa a punkt
kropka bez i
samotna na całą kartkę
pusty krzyż z pełnym grobem
i potylica z otworem po kuli
zbyt wiele oczekujesz
zbyt wiele oczek kłuje
twój stan stań nie na baczność
i nie spocznij póki czas
tymczasem w cichym gmachu gruchają gołębie
przez zbity witraż zagląda noc
wpada wiatr i przygasa światełko
tabernakulum
...
już czerw
połowa wciąż
za nami
i przed
...
- życie jest pełne
kurew i skurwysynów
- a ty kim jesteś
- skurwielem
z poparzonej dłoni złuszcza się skóra
głaskałaś tam, nie bolało tylko
czułem mocniej
- życie jest pełne
...
- nie słuchasz mnie
- pełne kurew, wiem
z poparzonej dłoni złuszcza się skóra
delikatna i różowa pod
trochę boli ale
dałbym jej głaskać
...
mówisz że lubisz ze mną
chodzić i nie wiem gdzie
nas to zaprowadzi
gdzieś w środek lasu
między drzewa gdzie grawitacja
ułoży ciała jak
bym chciał się
zakołysać z tobą
mówisz że jestem wyjątkowy
że mam imię
i zastanawiam się jakbyś
je mogła wyszeptać
...
lubię twoje szarości
mglenia i dymienia wpadające w błękit
patrzę w twoje oczy jak one
jak oczy husky
i nie widzę w nich ufności
bardziej wyzwanie
więc nauczyłem się traktować
każde spotkanie jako ostatnie
lubię twoje szarości
jak sopocka plaża w słoneczny dzień
zatopiona w chmurze
w pomiędzy
ucieczką
a lękiem
że uda się uciec
...
niebo nie raj (z pamięcią o pewnym poecie)
ostatnio tu nie pada deszcz
spadają chmury
i w tej gęstości przechodzi
żyć
wmakam
wygasła cała jaskrawość
surowa konserwa - puszka bez mięsa
tak przyszło
czuć
wychodzę i wracam jakby udało się płakać
konwekcyjny opad
i już
z dachu patrzę na sąsiednie miasto
stalowe żurawie nad
i słoneczna zalewa mnie
żółć
ona mi mówi - jesteś chory w głowę
ja jej odpowiadam że w duszę
to takie poetyckie - poetyckie w chuj
i to nie to że chcę razić słowem
podobno nie ma złych słów ani uczuć
jest tylko to pierdolone miasto za mgłą
a poezja zdarza się
tuż przed świtem kiedy nawet niechętnie
ale decydujesz że tak tak
chcę przeżyć ten dzień
tuż po orgaźmie
kiedy chcesz się splatać
na wszystkie potem
na któreś na zawsze
reszta to tylko umieranie w ładne słowa
w efektowne sploty metafor
w miasto schowane we mgle
w chmurze
a my na dnie
to tylko niebo - nie raj
...
z baru ukradłem jej
chociaż nie kradnę zazwyczaj
szklankę owiniętą w szklanego oktopusa
w której dostałem drinka
nie byłem pijany
bo gdybym był to
liczyłbym na jakieś wyznanie
w końcu nie kradnę zazwyczaj
a teraz nie kradnę
chyba że dla niej
...
Ilość odsłon: 214





Komentarze
Janvierdunord
czerwiec 14, 2026 13:52
jesteś przyczyną milczeń ....--bardzo ciekawy txt każdy wymiar spojrzenie i obraz błogosławiony przez natchnienie pzdr Grzegorz
grzegorzgrześ
czerwiec 12, 2026 11:43
To po prostu zsyp, zależy mi, żeby nie znikł i dlatego tu jest. Pozdrawiam Leno
Lena Pelowska
czerwiec 12, 2026 10:03
Dużo poruszającej poezji, głównie w ujęciu slamowym, tj.w firmie strumienia myśli. Żeby ocenic taką poezję, trzeba by ją rozłożyć na mniejsze fragmenty. Całość biorę bardziej jako dar niż produkt do wyceny.
Jeśli zależy Ci na konkretach, to może wrzuć to w mniejszych paczkach.
Pozdrawiam
grzegorzgrześ
czerwiec 11, 2026 21:16
Bardzo potrzebny komentarz
Mithril
czerwiec 10, 2026 08:56
...początkowy bełkot skutecznie zniechęca (i dobrze) do dalszego czytania.