Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Wczesną wiosną mąż Ady wyprowadził się na zawsze. Wcześniej, pod wpływem silnych emocji, spaliła większość jego ubrań i butów. Na schodach postawiła tylko plecak z niewielką ilością rzeczy. Położyła na nim zegarek, jakby pragnęła wyrzucić cały czasowy mechanizm ze swojego życia. Sekundy, minuty, godziny i dni, nie mogły już płynąć w związku, w którym została odarta z podmiotowości, nie była sobą.
Kiedyś, jako nastolatka, robiła w arbuzach przepiękne bukiety. Ikebany...
W małżeństwie sama stała się jak ten wydrążony arbuz. Nie odnalazła niestety bukietu.

Czasem powtarzała w myślach: Dość. Dość. Dość.

Po wyprowadzce męża, w życiu Ady nastały najpiękniejsze chwile. Cieszyła się macierzyństwem i atmosferą domu pełną ciepła oraz upragnionego spokoju. Biegała z synkiem po kałużach; rysowali patykami uśmieszki na śniegu powoli topniejącym w rowach. Śmiali się i dużo rozmawiali.

Jednak niektórym nie spodobały się jej skoki po kałużach. 
Samotna, chora kobieta z dzieckiem, mogła wyzwalać niepokój. To wszystko było bardzo dziwne. Jak to!? Dorosła - biegająca po kałużach? Nie do pomyślenia. Coś podejrzanego... 
Wezwano karetkę.
W domu Ada, ostrym tonem, zwróciła się do lekarza dyżurnego, który spisywał jej dane:
- Ma pan taką minę, jakby siedział na kiju. 
Wydał się jej zwykłym, nadąsanym gburem.
- A pani jest agresywna! Już tam w szpitalu zrobią z panią porządek! - odpowiedział protekcjonalnie, zerkając na nią spod lekko opuszczonych okularów.

A jaka miała być? Ciało i dusza pulsowały pod bezradnością i rozpaczą. Zrozumiała...

Zabierają jej wszystko. Zabierają syna.

Rzeczywistość okazała się twardą, zimną ścianą. Ada mogła malować na niej jedynie freski krzyku, bólu i tęsknoty.

Przez pierwsze dwa tygodnie błądziła półsenna po szpitalnych korytarzach. 
By wyciszyć emocje podawano silne leki, których dawki z czasem modyfikowano.
Pewnego wieczoru pominięto jeden ze stabilizatorów nastroju. Wyeliminowano jedno ognieo. Następnego dnia rankiem, stojąc w kolejce po tabletki, zaczęła krzyczeć:
- To wszystko przez mojego męża! On jest winny! Mój mąż jest winny!

Jeden z pacjentów roześmiał się głośno, ukazując spróchniałe zęby.
Wkrótce śmiał się cały oddział. 
Czuła się bezbronna - jakby nagle znalazła się w samym środku bitwy; leżała pod kopytami galopujących koni.
Już nie była nawet wydrążonym arbuzem. Pozostała miazgą.

Po trzech miesiącach wyszła ze szpitala. Odzyskała syna, który wrócił od ojca.
Zaraz pierwszego dnia, dziecko podeszło do niej z oczami pełnymi łez i zapytało z żalem:
- Mama, dlaczego wyrzuciłaś tatę? Dlaczego nie mieszka z nami?
Nie wiedziała, co powiedzieć. Płakała w środku razem z nim, ale też zdawała sobie sprawę, że tamten zegarek z plecaka, już na zawsze miał nie powrócić.
Po szpitalu sporo straciła ze spontanicznych uczuć. Już nie skakała z synem po kałużach. 
Minęło trochę czasu, nim otrząsnęła się po nieszczęśliwym związku. Od nowa  budowała życie.


Ilość odsłon: 181

Komentarze

marzec 30, 2026 14:18

Wokka, Basiu bardzo Wam dziękuję. Bardzo.
Basia o synie zaczela pisać poszerzyłam końcówkę, by było jaśniej. Od mizagi poszerzyłam. Tam jest wyjasnienie co z dzieckiem dziekuję i zapraszam serdecznie.

marzec 30, 2026 11:57

Straszna historia. Ale to jeszcze nie koniec świata.. wiem że odważnie mówię i nie wiem co zrobiłabym w takiej sytuacji, ale ... Często dzieci zabrane swoim rodzicom odnajdują swoje mamy w dorosłości, ba, szukają ich przez długi czas.. także póki życia póty nadziei!

marzec 30, 2026 09:16


Czechowa "Pawilon szósty" też pokazuje tragiczny los chorego psychicznie.
Od 19 wieku niewiele, jak widać, się zmieniło w traktowaniu dotkniętych chorobą ludzi.