Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Nie jestem pewien, czy ona nadal tutaj mieszka, a więc przy każdej okazji kiedy
muszę tędy przechodzić towarzyszy mi cichy strach przed jej spotkaniem, przed
spojrzeniem jej oczu, albo może głównie przed odbiciem się w jej źrenicach. Nie
ma w tym też wiele z patetyzmu - od jakiegoś czasu męczą mnie ataki kołatania
serca, a boję się, że minięcie jej na chodniku w optymistycznym scenariuszu
odebrałoby mi przytomność, a w gorszym, autentycznie zaszkodziło mojemu zdrowiu
(w najoptymistyczniejszym - zabiło). Z racji tego, od miesiąca dawkuję leki
przeciwkrzepliwe, a w maju mam ustalony termin ablacji. Ablacja. Lekarz
tłumaczył mi - jest to zabieg, w którym pacjentowi wprowadza się do tętnicy
specjalne urządzenie, wędruje nim aż do serca, a w sercu małymi impulsami
pobudza się kolejne fragmenty przedsionków. W momencie, kiedy któryś fragment,
sprowokowany impulsem, wywoła migotania, taki fragment bezlitośnie się zabija,
na przykład wymrażając go ciekłym azotem. Pacjent w trakcie całej operacji
zachowuje pełną przytomność. Uznałem, że jest w tym coś okropnie poetyckiego, to
rozrzedzanie krwi, wkłuwanie się w tętnicę (udową!), wędrówka przez żyły,
wymrażanie wadliwego serca. Lekarstwem jest zabicie feralnego fragmentu,
wymrożenie go, aż martwe zostawi jedynie nieaktywną bliznę pośrodku zdrowo
działającej tkanki. Czy w tym nie ma chociaż jednego wiersza? Jest. Myślę, że
jest ich cały tomik - dlatego tak smuci mnie, że nie jestem ich w stanie
napisać. Po zabiegu przeznaczony jest czas na obserwację, a więc może w ciągu
tych paru dni spędzonych na szpitalnym łóżku znajdę czas, żeby to wszystko ubrać
w słowa. Zapamiętam tam dodać, że robię to dla niej, że z naprawionym sercem,
pierwsze co zrobię, to pójdę pod jej blok, a ona, w pięknym majowym słońcu,
przejdzie na drugą stronę ulicy.
Ilość odsłon: 158

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.