Mister D.
I-GRA SZOPĘ
Tutaj nie ma naprawdę nic do oglądania,
nie zobaczycie cudu, nikt nie zmartwychwstanie,
na przecięciu pechowych współrzędnych się znalazł,
próbujemy ustalić i namierzyć sprawcę,
liczymy na rachunek prawdopodobieństwa,
wciąż nie mamy dowodów, nie będzie nam łatwo
tajemnicze milczydło zmusić do mówienia,
tylko nogi wystają zmiażdżone poszlaką
i z pewnością donikąd się nie wybierają,
niewiele nam powiedzą, choć wymownie martwe,
ponad wszelką wątpliwość dziś nie zmartwychwstaną,
ani za trzy dni również nie jest przewidziane
zmartwychwstanie denata, jeśli jakiejkolwiek
jego stan opłakany ulegnie poprawie,
żądną cudu opinię publiczną bezzwłocznie
poinformują media publiczne, prywatne,
bogate w doniesienia o niezmartwychwstałych
masowych incydentach, a kolejka długa
jak do fabryki sierot, która w tryb globalny
przyspieszonej produkcji znów wchodzi i mruga
otwartym oczodołem do rzesz szeregowych,
kusząc ścieżką kariery, nad metropoliami
jej płomienne zaloty, z daleka widoczny
urodzaj dymnych grzybów, talerze i szklanki
rezonują z sejsmicznym tsunami, gdy tylko
olbrzym stopę postawi na okrągłej Ziemi,
na którymś z oddalonych, wykrojonych linią
apetycznych kawałków tortu, w którym zęby
niejeden by zanurzył, w butach z krowiej skóry
poleciałby na Księżyc z misją turystyczną
i wrócił ucałować wysuszone wióry
pozostałe po lesie deszczowym, wycisnąć
ostatni rzewny akord ze słoniowej kości,
doliną oczodołów pustych chwiejnie idąc,
przyłbicę ma rozwartą na żwir Mlecznej Drogi,
w nekropolijnych portach kamienne się cisną
nieporuszone wiatrem, wietrzejące żagle,
o miejsce coraz trudniej, więc w próżnię spogląda,
gdzie cisza uszy miażdży żelaznym imadłem,
w nią arkę chciałby wysłać na gwiezdny urodzaj
by w miąższu gwiazd i planet móc zęby zanurzyć,
policzone są bowiem dni naszego Słońca,
kolapsy supernowych pozostawią dziury
w nawierzchni Mlecznej Drogi - pustka niezmierzona,
ze szlabanem prędkości granicznej rogatka,
którą jak dotąd tylko zdołała przekroczyć
niesubordynowana ludzka wyobraźnia,
która przed rakietami wpierw wysyła oczy
na boskie perspektywy otwarte jak okno,
przez które człowiek może wypaść lub wyskoczyć,
gdy przytłoczy go czasu niezmierzony ogrom,
którego zmiażdżonego niefartownie stopy
kierunek pokazują jak strzałka na szlaku,
wiodącym do stóp szczytu, na który już zmarły
z pewnością się nie uda, zabrakło mu czasu,
gdy z pocztowym awizo szedł by je wyjaśnić,
nastąpił jego nagły, nienegocjowalny,
niewyjaśniony koniec, lecz nie koniec świata,
który z pewnością kiedyś może się wydarzyć,
jeżeli miał początek. Może w innych światach
leżący tutaj zmarły, w okienku pocztowym
odebrał treckingowe buty do wspinaczki,
i w tych butach wyruszył najwyższy szczyt zdobyć,
ale w tym już z pewnością za późno by marzyć
o czymkolwiek mógł denat, choćby nierealnie,
o podróży na księżyc, karierze pianisty,
o fotelu prezesa, władzy nad wszechświatem,
o wejściu na tę górę wyniosłą i niczym
biały wieloryb ponad inne wynurzony,
śnieżnobiałą jak broda przedwiecznego starca,
o srogiego milczydła obliczu surowym,
ów grób himalaistów zwany Dachem Świata.
Niejeden o tę brodę czekan zęby skruszył,
niejeden o nią potknął i kark swój połamał,
niejedne trackingowe wystają z niej buty,
ryzyko w nią wliczone, to się czasem zdarza,
ale jak robię w trupach, żaden, proszę państwa,
jak dotąd nie zmartwychwstał, tu obecny denat
nie spadnie z Dachu Świata, na widok wystawia
podeszwy do cna zdarte w życiu jak spacerniak,
i już na fortepianie z pewnością nie zagra
Sonaty Księżycowej. Na cud bym nie liczył,
jego molekularna materializacja
za naszego żywota raczej się nie ziści,
choć podobno wydarzy się wszystko co może,
jeśli jest dosyć czasu, a nasz czas jest krótszy
niepomiernie od czasu tej góry wyniosłej,
himalaistom srogi jej ząb czas wykruszy,
nim do cna wyparują wszystkie czarne dziury,
więc proszę stąd już odejść i nie tracić czasu,
niełatwo będzie znaleźć takie procedury,
by zmusić do mówienia Przyczynę Wszechświatów,
na cień odcisku palca również bym nie liczył,
nasi technicy śledczy na próżno się trudzą,
denata skrywa całun niczym klapa ciszy
od tego fortepianu, który z nieba runął,
w tym miejscu i w tym czasie, na środku ulicy,
przed urzędem pocztowym, jak szczęście w nieszczęściu,
że nie na kogoś z państwa - scenariusz możliwy
skoro już się wydarzył, o samowskrzeszeniu
jeżeli się wydarzy, jak biały fortepian
zmaterializowany znikąd, nie czekając
i bezzwłocznie będziemy informować media,
prosimy nie utrudniać stosownym organom
iść zająć czymś sensownym i na cud nie czekać,
jak długo w trupach robię, cud się nie wydarzył,
jak ten biały fortepian wydarzony z nieba,
gdy człowiek szedł awizo pocztowe wyjaśnić,
nic nowego pod słońcem.
Ilość odsłon: 454





Komentarze
Mister D.
marzec 08, 2026 11:06
To może nie nastąpić, granica może być przesuwana przez jednych i drugich. Kwestia wiary.
Basia
marzec 08, 2026 06:01
Ja osobiście czekam, aż fizyka potwierdzi istnienie Boga i miłości. Także ten, trzymam za nią kciuki ;)
Mister D.
marzec 08, 2026 00:20
Następny wariant tematu ma bazować na hipotezie wszechświatów równoległych i efekcie tunelowania kwantowego, taki mam pomysł, ale to też będzie dłuższy tekst. Teoretycznie fizyka dopuszcza, że jakieś ciało przekroczy barierę energetyczną w świecie kwantowym, co może skutkować tym, że człowiek zaśnie w jednym miejscu, a obudzi się w drugim, np. w próżni kosmicznej, bo tam przetuneluje. Teoretycznie jest to możliwe, nawet tunelowanie pomiędzy wszechświatami równoległymi, jednak szkopuł polega na tym, że jest to skrajnie mało prawdopodobne, i żeby się coś takiego wydarzyło, trzeba by czekać przez czas dłuższy niż wiek wszechświata, więc raczej bez obaw. Jednak myślę nad tym jak ten czas skrócić, i tu się chcę odwołać do hipotezy wszechświatów równoległych, i na tym, że jest ich nieskończona ilość, jak nieskończona ilość rzutów kostką, więc być może ktoś może trafić taką szóstkę w kosmicznym totolotku multiwersum, jaką jest tunelowanie kwantowe i nie musi na to czekać przez czas dłuższy niż wiek wszechświata. Podobno w kosmosie wydarzy się wszystko co może się wydarzyć, jeśli jest dostatecznie dużo czasu, może się nawet wydarzyć że z molekuł ułoży się jakaś złożona struktura, np. mózg w próżni kosmicznej nagle się pojawi, może nawet zmarły kiedyś człowiek? Być może hipoteza multiwersum mogłaby skrócić czas oczekiwania na takie zdarzenie, więc już to zajmie kilka zwrotek, aby to jakoś klarownie wytłumaczyć, bez uciekania się do fachowej wiedzy z fizyki, której zresztą nie posiadam, ale tak wyobraźnię uwolnić i pozwolić sobie.
Mister D.
marzec 08, 2026 00:06
Być może... zależy jak i czym ma tekst działać, jeszcze nie wiem, czy ma być bum fortepianem o ziemię, czy dłuższa i wielowątkowa podróż.
tetu
marzec 07, 2026 22:24
Jasne, że tak Paweł, niech poleży, a fraz szkoda, bo one fajne. Na pewno znajdą gdzieś swoje miejsce i będą bardziej pracowały na tekst niż tutaj.
Mister D.
marzec 07, 2026 18:37
Być może frazy, które z tego tekstu być może wytnę, wyemigrują do innych tekstów, bo trochę mi ich szkoda.
Mister D.
marzec 07, 2026 18:34
Ależ oczywiście, szanuję Twoje zdanie i na pewno jeszcze do tego tekstu wrócę, w zamyśle mam jeszcze jedną wersję, która by się nie pojawiła w głowie, gdyby się ten tekst i wątki w nim zawarte, np. wątek równoległego świata, w którym życie tego człowieka wygląda inaczej, może jak ją napiszę to tutaj coś skrócę,ale na razie niech zostanie jak jest, tworzenie to jest proces, a nie ten czy tamten konkretny wiersz czy obraz. Dziękuję za komentarz i Twoją opinię. Również co złego to nie ja.
tetu
marzec 07, 2026 16:58
... aby długo iść do tego fortepianu...
A widzisz i tu tkwi szkopuł:
Dla mnie jako odbiorcy, to, że miało być długo i męcząco, nie sprawia, że czytanie staje się przyjemniejsze. Nadal uważam, że gdybyś skrócił lot fortepianu, sam moment uderzenia byłby po prostu mocniejszy i bardziej wstrząsający, a tak
moim i tylko moim zdaniem przytłoczyło to tę historię. Rozmyła się. Za dużo na raz. Jak dla mnie. Oczywiście nie ujmuje to Twojej wyobraźni, zamysłowi, ani temu że sprawnie posługujesz się językiem, ale ja oceniam efekt końcowy, który dla mnie jest po prostu za ciężki. Ale parę fajnych momentów się przeczytało. Co złego to nie ja.
Mister D.
marzec 07, 2026 16:25
A, kosmicznych metafor - one też grają swoją rolę, chciałem aby to pokazać w skali kosmicznej, absurd śmierci pod fortepianem, i jej znikomość, taki był zamiar aby długo iść do tego fortepianu, tak od razu, właśnie moim zdaniem, by nie wybrzmiał tak jak chciałem aby wybrzmiał, to byłby zupełnie inny utwór, czy lepszy czy gorszy? Nie wiem, inny.
Mister D.
marzec 07, 2026 15:53
Rozumiem, ale komizm jest częścią tego utworu, zamierzony jest. Pozdrawiam.