Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

Kolejki. Tak jak dzisiaj ---------------> strzałka w jedną stronę,
człowiek w krzesło się zmienia, przychodnie, urzędy,
w supermarketach kasy dźwięczne monotonnie,
spokojnie, kiedyś wszyscy będą rozliczeni.

W łonie matki twojego serca pierwszy, dźwięczny
bit, podobny do dźwięku kas w supermarketach,
będzie ci towarzyszyć - przez monitor ciemny,
gubiące swój rytm, skoczne echo linii serca, 

niczym do ciemnej studni zen nocą kapiące,
kropla po kropli, krople budzące ją w kręgach,
aż przeciągły pojawi się dźwięk, tutaj koniec,
dalej już tylko linia prosta _____________________ w ciemność sięga. 

Do stygnącego ciała anioł stróż błękitny
przytknie chłodny stetoskop - pod ożebrowaniem
nie ma żywego ducha, jest zgon obiektywny.
Coś się jeszcze przelewa, jakieś bulgotanie,

jakieś trzaski, coś skrzypi, może drzwi otwarte -
albo okręt podwodny pod naporem wody
w ciemną czeluść opada, lecz zdecydowanie
oprócz upiornej ciszy, grzybów, fauny, flory,

nie ma tam już nikogo, kto by musiał płacić
rachunki za energię, człowieka poproszę
odłączyć od maszyny, to człowiek bogaty
w ostateczny brak wszystkich tego świata potrzeb,

jak fotel przed ekranem ciemnym jak oczodół,
który wycierał skrzętnie, jak krzesło w urzędzie,
niczym chłód swojskiej klamki, który dłonią poczuł
po raz ostatni, własnym obejmując ciepłem,

by już nigdy nie wrócić; jak stół, jak na stole
okulary, jak wszystkie w szufladzie szpargały,
w których ostatni własny wprowadził porządek,
nim ktoś je poprzekłada, przejrzy i zobaczy

co mu się może przydać, co oddać, wyrzucić;
jak buty, w których chodził, jego fotografie,
którym nikt niepotrzebny, a jakby wyrzuty
żywym bliźnim czyniły, by nieśli go dalej.

Bogaty jak skorupy puste po ślimakach,
jak pętla wokół szyi lub gałąź odcięta,
pojedyncza bakteria, kiedy pływa martwa
we własnych wydzielinach, królowa Elżbieta,

choć z pewnością mniej będzie hałasu nad trumną,
atłasu i histerii; jak lodówka pełny,
bez światła a spełniony, niczym woda rurą
płynąca, wciąż do picia zdatna, martwy plemnik

i komórka jajowa, jak sweter wełniany,
niczym połowa wspólnej kołdry, w brak potrzeby
by cokolwiek po sobie na Ziemi zostawić
bogaty martwy człowiek, który dziury w ziemi

dorobił się - każdemu dziura się należy,
niech będzie na koszt państwa, jeśli był bezdomny,
jak mysz kościelna biedny, miejsce na powierzchni
zwolniły jego biedne, skąd-do-pokąd-stopy,

spełnione niczym stopy multimiliardera,


Ilość odsłon: 184

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.