Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

  wstaję o minus trzynaście

  na krześle przegotowane ciuchy na zimno

  przeczesuję włosy rozcapierzonymi palcami

 

  jestem na ulicy grubo przed słońcem

  widmo starego mostu na rzece

  blokhauzy policji i wojska

  „mouse police never sleeps” to nie tu

  wreszcie staw księżycowy w pełni

 

  na rodos połamane gałęzie

  musiałem je wszystkie policzyć

  tyle dodatkowej roboty

  odnoszę rany

  zakochać się to łatwizna

  ust brakuje do zapełniania powierzchni

  trudniejsze jest odkochanie

 

  widmo nowego mostu na sanie

  słońce wstaje przecierając śniegiem twarz

  wojna blisko – może by ktoś odśnieżył czołg

  jeszcze jeden poranek do lamusa

 

  wciąż wracam


Ilość odsłon: 373

Komentarze

styczeń 20, 2026 22:12

tetu, jak zwykle Twoja recenzja to majstersztyk, dający pewność, że jeszcze z autorem nie jest tak źle ;-) Dziękuję za zachętę do dalszego pisania...
Na moim profilu facebooka umieściłem ten wiersz w formie zdjęć z dzisiejszego spaceru. Wszystko staje się jasne.

styczeń 20, 2026 15:55

O jak tu gęsto od znaczeń.
Już sam początek mocny, lodowaty, surowy.
Aż poczułam ten mróz.
Nawiązanie do "Mouse Police" Jethro Tull wręcz genialne, bo nadaje takiego surrealistycznego stylu. Podmiot, to chyba taki ranny ptaszek. Wstał przed słońcem i wyszedł na obchód, porankowi naprzeciw. Poszedł na rodos (tutaj nasuwa mi się jakieś poletko o które dba) daremny trud liczenia gałęzi daje się we znaki. Jeszcze ten czołg, ta wojna, tak blisko. Trzeba być uważnym i przygotowanym.
Fraza o słońcu przecierającym twarz śliczna, obrazowa. Puenta świetnie spina cały ten niepokój, to zawieszenie. Tytuł zaś sugeruje, że takich pożegnań było wiele. Cykliczność? Czy zawsze taka sama?
To tylko peel wciąż ten sam wraca z "placu boju"
Czytam, czytam i bardzo mi tutaj przyjemnie.
Nie wspomniałam jeszcze o miłości, która w kontekście tej surowości ma wyjątkowe znaczenie. Naprawdę dobry wiersz. Pozdrawiam.