Grain.
"Miasto 44"
Zośka
była za mim. Jak coś przeoczonego, za nim.
Na plecach jej
dłonie. Uchylonej w tańcu.
Przestali grać, poczuł uderzenie w
żebra.
Zazdrośnik dostał z głowy, przyboczni
zwątpili.
Poprawił: któryś jeszcze chętny, to jest mój
brat skurwysyny.
Pamiętajcie, ja się z jednym nie biję.
Otworzył się nad nim przed kwasotą win patykiem w
klepsydrach pisanych.
Kiedyś sam uderzył, przemieniając
zniewagę w krew i płacz.
Mówili, że ma to samo pociągnięcie
z garści.
Nie odpalał tego dynamitu, kiedy mógł być
człowiekiem.
Ilość odsłon: 243





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.