Zdzisław Brałkowski
Buty w sądzie
(z cyklu "Zabawy słowem")
Gdy w ludzkim światku
zbyt dużo świadków,
w
sądzie nagada
ktoś,
kto na gada
chyba
się nadał.
Sam
w sądzie nadał –
sąsiada
zniszczył,
że
ten mu zniszczył:
„Wysoki
Sądzie,
butów,
tak sądzę,
już
nie donoszę…
Sąsiad,
donoszę,
z
nich skradł języki
i
na języki
jeszcze
mnie wzięto.
Butów
nie wzięto.
Pobiegłem
za nim.
Jednak,
ja zanim
go
tknąłem, wybieg
on
zrobił – w wybieg
w zoo wbiegł słoni,
by się osłonić.
Lecz ja nie głupi,
„Lecz się, przygłupie” –
przestałem szukać.
Mnie chciał oszukać?!
Zbyt
w biegach wolny,
więc
nie jest wolny.
Toteż
„sąd wodzem”,
to
też wywodzę –
ukarać
nie mniej
z
dwa lata. Niemniej
ustąpię
karze,
gdy
sąd mu każe –
buty
mi kupi.
Tym
wolność kupi.
…pozbędę
buty
go
za me buty.
Osiedla Rada
też będzie rada.
Moim
powodem,
jako
powodem –
niech
winę zmaże,
o
tym ja marzę.
W
sądzie ma sprawa
wynika
z prawa.
Sąsiad wlazł w szkodę,
płaci za szkodę.





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.