prometeusz
z opowieści starszych ludzi
dreszczowiec na faktach z początku ubiegłego stulecia
zaczynało się w godzinach kiedy koszmarem było wychylić się choćby na minutę z domu
cierpliwość ludzi którzy zamieszkiwali dom obok cmentarza
była na wyczerpaniu
noc w noc jakieś fatum i siła nieczysta razem wzięte
ruszały z szaleńczą siłą za klamkę ich domostwa
staruszkowie którzy tam mieszkali w swojej niemocy zaprosili na wieczór i noc
swoich młodszych znajomych do ewentualnego złapania sprawcy tego wydarzenia
wieczory były wyjątkowo męczące a październikowe noce w miasteczku w którym mieszkali rozsypywały już szron na pobliskich łąkach i dzikich trawnikach
w powietrzu było czuć zgniliznę do tego dochodziła gęsta mgła powiązana
z jesiennym chłodem
mężczyźni grając w karty i jednocześnie nadsłuchując umilali sobie czas rozgrzewając się dziesięcioletnią nalewką z wiśni
dodając tym sobie jednocześnie większej odwagi
kobiety nie zaprzątając sobie głowy wyrywały kurom pióra szykując je na niedzielny rosół
króliki które pomieszkiwały w klatkach na dworze przeniesiono do domu
z obawy przed rozszarpaniem oraz rozpaczą jaka by po nich została
nikt nie wiedział czego się można spodziewać
teorii było wiele niektórzy przepowiadali
że to może być widmo jakiegoś czarnoksiężnika oderwane od kości
i że w swoim zagubieniu błąka się w obcej dla niego czasoprzestrzeni
nawiedzając najbliższy dom obok cmentarza
inni wspominali zmarłego grabarza na którego własna matka rzuciła klątwę
dlatego kiedy dorósł zmagał się z chorobą psychiczną i w rezultacie to on zabił swoją matkę łamiąc jej kark kiedy nad ranem smacznie sobie dosypiała
jeszcze inni dla uspokojenia atmosfery pobąkiwali
że to tylko powracający wiatr znad wzgórza cmentarnego
hula on sobie po okolicznych domostwach i nabiera niewiernych
na sztuczki z naturą związane jednak nie do końca zrozumiałe dla ludzi
widmo które upatrzyło sobie dom mojego dziadka było konsekwentne
w swoich czynach nawiedzało jego domostwo o nieregularnych porach
i kiedy tylko to się działo dziadek i jego koledzy wybiegali z domu
okrążali go dookoła jednak nie dawało to im żadnego rezultatu
próbowali rozstawiać nawet potrzaski na zwierzynę
myśląc że prędzej czy później coś w nie się złapie
i pomimo że nie było to zbytnio humanitarne
ich strach oraz determinacja wygrywały walkę z rozsądkiem
zakłócenia nocnego odpoczynku nasilały się do takiego stopnia
że do przerażającego trzepotania drzwiami dochodziły odgłosy rżenia koni
niekiedy był to świst z komina z przerażającym błyskiem w oddali oraz zjawiskiem
nadchodzącej burzy z piorunami chociaż w rezultacie nic takiego nie miało miejsca
jednak najczęściej był to skowyt i warczenie jakby wściekłego psa
można by było pomyśleć że ów zwierzak został tu gdzieś w pobliżu upodlony
w koszmarny sposób dlatego mści się powracając na miejsce własnej zbrodni
nie wiadomo właśnie dlaczego jednak wyglądało to tak jakby chciał być obecnym
w określonym miejscu i czasie tym bardziej zwłaszcza po śmierci
dla niego mgło to być też trudne do pojęcia dlatego
czaił się i ukrywał czekał na odpowiedni moment swojej dramaturgi
niekiedy wydawał z siebie ciche niewyraźne dźwięki jakby się skarżył
że jeszcze powinien tu być wśród żywych
być może że nocą nie mógł odnaleźć drogi do swojego domu i natknął się na sforę nieprzyjaznych mu psów które rozszarpały jego dumę wraz z sierścią i resztką odwagi jaka mu przy tym dominowała
mój ojciec był w tamtym czasie dorastającym chłopcem
słuchając tego wszystkiego nie mógł zasnąć i miał potrzebę
wyjścia do toalety a w tamtych czasach wychodek był na zewnątrz
wszyscy już ze zmęczenia usnęli
szedł po kuchennej podłodze i słyszał jej skrzypienie takie jakiego wcześniej nie było stanął na moment uspokoił strach i postanowił wyjść za potrzebą
kiedy dotknął klamki poczuł chłód i następnie fizyczny kontakt który pogłębiał się przechodząc w marmurowe chłodne powietrze
w tym samym czasie zjawa zapragnęła w końcu ujawnić swoją tożsamość
chciała wejść do ich domu pokazać się w całej swojej okazałości pokazać się właśnie mojemu ojcu
mój ojciec kiedy otworzył drzwi zobaczył w ogródku za płotem niewyraźny cień ogromnego białego psa pies był przeogromny wysokością dorównywał koniowi
ojciec opowiadał mi o tym kiedy ja byłem jeszcze dzieckiem
a kiedy umierał śniły mi się białe psy i konie białe
właśnie takie jakie widział mój ojciec w czasie swojej młodości
w czasach obecnych mam dwuznaczne skojarzenia
co do tego zdarzenia ponieważ moja przyjaciółka
pracując w ramach wolontariatu u weterynarza
opatruje tam porzucone zwierzęta
często nie przeżywają nawet nocy
u nich jest to moment a w naszych odczuciach patrząc na to jak cierpią
wydaje się nam że to była wieczność
borykam się z taką wizją przeszłości i przyszłości
bo nie potrafię zrozumieć dlaczego my ludzie
bardziej rozpaczamy nad odejściem domowego zwierzaka
niż nad odejściem kogoś bliskiego
z drugiej strony staram to sobie wytłumaczyć w pewien sposób
jeżeli coś nocą zaskrzypi coś się rozświetli lub ruszy za klamkę
lepiej mieć wtedy przy sobie psa który uspokoi nasze zwątpienia
i wtedy bardziej pragnąłbym zobaczyć właśnie białego psa za płotem w ogrodzie
niż kogoś bliskiego potrzebującego pomocy kto by próbował się przebić z świata
o którym już pewnie nie pamięta lub właśnie pamięta i dlatego
próbuje do niego wrócić kołacząc wielokrotnie za klamkę zamkniętych drzwi





Komentarze
Nie znaleziono żadnych komentarzy.