nielubiehalasu
(***) połknęłaś moje pestki
połknęłaś moje pestki;
teraz kiełkują,
pną się przez twoje piersi,
rozdzierają cię od środka;
Zaraz mnie nie pomieścisz.
rozpychają ci oczy,
krwawisz spojrzeniem,
jak majowe słońce
pierwszym ciepłem.
tak dawno nikt cię nie nakarmił;
więc jesz mnie,
żresz mnie,
żresz,
jakby to była twoja ostatnia wieczerza.
zlizujesz resztki,
mlaskasz,
„Uczta, uczta!” — krzyczysz.
i nie wiem:
czy się,
mnie,
ciebie,
czy to o tym anturażu przy stole,
gdzie świece zimne,
rozmowy twarde,
maj się kończy, a rozsądek —
nie zapalił się ani razu.
i tak mam od niego splamioną skórę;
i to wina twoja
i twojego wina.
masz nierówne zęby, kiedy się wpijasz
nie mogę rozczytać ich wzoru,
dobrać przepisu dla twojego głodu.
krzyczysz: „Więcej!”
i „Więcej!”
a mnie wcale nie przybywa,
przeciwnie.
kończ już.
wynoś się.
maj ma trzydzieści jeden dni
i ty —
dokładnie tyle samo
zmarnowanych szans.
zgaśnij.
bądź zimna
i daleka
daleko ode mnie.
połknęłaś moje pestki,
teraz plujesz nimi z okna
jakby nigdy nie były twoje.
wpadają w kałuże, w błoto,
w moje odbicie.
rosną pod twoim nosem,
a ty przegapisz las dla drzew, utopisz się
w cudzym języku, w cudzym ciele,
i przyjdzie kolejny maj
a tobie ubędzie zębów;
jeszcze bardziej
się wykrzywią
i już zupełnie nikt cię nie zrozumie.
Ilość odsłon: 352





Komentarze
Lena Pelowska
sierpień 14, 2025 08:03
Nieco surrealistycznie napisane ale wg mnie może być. Jeśli czujesz taką potrzebę wyrażenia się przez poezję... to w porządku. Byle nie przekraczać granicy dobrego smaku. (Sic!)
Pozdrawiam
Mithril
sierpień 12, 2025 07:34
...pozawierszna i nakolanna gadanina.