Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

wstaję bo muszę
ze smrodem spalin butelek skarpetek
spod łózka ukrywam w podświadomości niezamierzony potencjał
jestem już tak obojętny jak gaz w oknach izolując wyjebane ego i przytulny kąt od zewnętrznego świata bez optymizmu w głowie rozmawiam sam ze sobą nie widząc w lustrze prawdziwego odbicia po tylu latach dostrzegam w kranie zastygłą kroplę
*bo zimą mops nie daje dużo kasy na orzech więc... *

skupiając uwagę przechodniów odczuwam na skórze chłód jak z powracającym epizodem w górach
emanuje w myślach o nudnym życiu u boku żony i zdobywam pionowe ściany gór dźwigając cholerny ekwipunek
instynktownie powstrzymuje się od brawury
która nie jest mi obca widzę drzewo nad przepaścią
w lodowatej miłości jak ja z matką proszą Boga
o zieloną kartę do stanów by żyć obok biz Indian

w raju zdobywając spalony w słońcu szczyt
i poprószoną przyrodę w pierwotnej postaci
Powstrzymuję ale tylko na chwilę
szaleństwo od uścisku zakorzenionej paranoi
aby znieść złośliwość za życia martwych (rzeczy) ponad czasem


********************************************************* II
Dzień izolując przytulny kąt od zewnętrznego świata wstaję ze smrodem spalin ukrywając podświadomie potencjał jak obojętny gaz w oknach pesymistycznie rozmawiając ze sobą nie widząc w lustrze odbicia po tylu latach dostrzegam w kranie zastygłą kroplę wracając do epizodów nabierają nowego kształtu odczuwam jak potęguję chłód pod skórą zdobyte pionowe ściany gór i cholernie ciężki ekwipunek instynktownie powstrzymują się od brawury drzewa nad przepaścią w lodowatej miłości prosząc Boga o zieloną kartę w raju zdobyty szczyt i przyroda w pierwotnej postaci neutralizują szaleństwo w wszechobecnej paranoi abym dostrzegł złośliwość martwych (rzeczy) ponad czasem

*******************************************************
poetą rodzę się z serca
we śnie lepię dzban na wodę idę do źródła 
zaczerpnąć wody aby walczyć o utracone idee

o genezę od zarania dziejów w sentencjach wersach
i choć na chwile dosiąść pegaza w locie
wyodrębniając kierunek wiatru z północy


odejść w zapomnienie jak obrośnięty obelisk
spalając  dusze jak kadzidełko w kaplicy  
i unieść krzyż pogardy wśród swoich  


i znów usłyszeć odgłos spadającej rosy
zasiąść przy stole czytając strofy
na wprost gwiazd rozróżniając serpentyny planet
Ilość odsłon: 5505

Komentarze

kwiecień 16, 2017 18:32

Za dużo dziwacznych metafor, które przez tą dziwacznosc brzmia komicznie. Tekst wedlug mnie jest pozbawiony sensu i logiki