Janvierdunord
Blizna po
na nadgarstku
koronografii
a w żyłach dzień dobiegał końca
nie zapalono jeszcze lamp
na drugim brzegu szeroka smuga piasku świeciła
barwami zachodzącego słońca
dwudziesta druga
czerń ulewa się w *puste* okna
na stacji na której trzeba było się przesiadać
z spierzchniętych ust wychodzą frazesy i kłamstwa
przez kamienie i żwir
przez zmysły wyłączone
przez pociętą przymrozkami wiosnę
o trzeciej nad ranem nie zmieniło się niewiele
w tęczówkach nieokreślonego koloru
dolina rudawo czarnych szyn
żarząca się noc jak papieros
i wymieszany kontrast latającego plugastwa
z niezrozumiałych słów prawda
w trzech rzędach potężnych kolumn
profesorowie zamiatają schody i sumienia
włosy zlepiały się w tłuste kosmyki
głos który płynął był niższy i złagodniał
zniknęła nerwówka i poczucie bezsilności
z megafonu ostatni komunikat
dwadzieścia pięć minut i brak miejscówek
w przedziale wywieziona pamięć
na twarzach empatia w *otwartych* oknach
pachniał horyzont przylepione do siebie budynki
zmęczone morze odgłos rybitw
jak kulinarny zachwyt ślady w zimnym piasku
nabierał nowego kon sensu s podróż w odwrotnym kierunku
****************************************************************************
blizna po koronografii
a w żyłach dzień dobiegał końca
nie zapalono jeszcze lamp na drugim brzegu
smuga piasku świeciła jak zachód słońca
dwudziesta druga czerń ulewała się w puste okna
na stacji na której była przesiadka
z ust wychodziły kłamstwa w kamienie i żwir
o trzeciej w dolinie rudawo czarnych szyn
w banałach żarząca się noc kontrastowała z kolumnami
dwadzieścia pięć minut opóźnienia i brak miejscówek
na twarzach współczucie
przy otwartych oknach pachniał horyzont
zachwyt rybitw zmęczonym morzem
w zimnym piasku ślady nabierały nowego sensu
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Blizna po
w nadgarstku blizna po koronografii a w żyłach dzień
dobiegał końca nie zapalono lamp na drugim brzegu
smuga piasku świeciła barwami zachodzącego słońca
noc wlewało w puste okna
na peronie na chwilę zatrzymał czas
zjadani wypluwani mieszamy kontrast
żarzyła się czerń w dolinie rudawo czarnych szyn
kolejne miasteczko stało na swoim miejscu
pendolino poruszało się w odwrotnym kierunku
rankiem pachniał horyzont ze słów wydobywała się próżnia
zmęczone morze rybitwy w kulinarnym zachwycie
ślady w zimnym piasku nabierały nowego sensu
Ilość odsłon: 5445





Komentarze
Poeman
listopad 05, 2018 21:54
Ślady na piasku bardzo oryginalne
pozdrawiam