Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

przybiera na sile dotyk w granatowych kolorach 

przytrzymując kurczowo w sobie pożądanie śmierci

spływa po drzewach smętna listopadowa noc


mrok - uwydatnia na rzęsach oszroniony bohomaz

bezwiednie opadają spojrzenia i za nim starzejący się uliczny kurz

w pragnieniu bliskości dłonie tracą  zmysły


i na parapecie papier bezskutecznie wchłania parafinę

gaśnie lampion tuż przed świtem i znów tłumaczysz sobie

że kiedyś się skończy późnojesienny cholerny chłód


w marazmie dnia zatracasz się i dobrze jest Ci z tym

gdy sztyft do nosa przypomina białą kreskę 

od czasu do czasu gasisz w sobie wątpliwości

demon odsłania ostatni fragment i wydziargana nagość nie zagląda w oczy  


a ty nadal komponujesz arię wilków do wypalonego nieba

aby ostatni fragment wczorajszych wspomnień nie obumierał

uwalniasz ból aby usłyszeć odgłos co się i gdzie rozlewa


jednak w krzyku flegma nigdy się nie odkleja  

pod językiem pozostaje obśliniony towarzysz

i gasnąca między zębami w popielniczce trudna przyjaźń













Ilość odsłon: 4128

Komentarze

grudzień 10, 2017 09:09

Puenta mi się podoba. Trzeba przyznać, że piszesz o niebo lepiej, niż kiedyś (choć dla mnie i tak trochę niezrozumiale). Popraw literówki.
Pozdrawiam :)