Portal Poemax jest prowadzony we współpracy ze stowarzyszeniem Salon Literacki

młodzi mężczyźni - gdy zaczynają śpiewać i grać 

rozchyla się złotolistna korona, obnaża ziemisty brąz i bordo 

w promieniach mocnego słońca świecącego na wprost 

zieleń nie jest już potrzebna 


potrafimy siedzieć półnadzy w spokoju, uśmiechać się naturalnie 

syndrom matki, ciotki, niedorozwiniętej dziewczyny 

rozmawiamy, a ja wypatruję coraz szerszych połaci błękitu 

rysuję na nim cienkie bezlistne gałęzie 


nie utrzymają nawet najlżejszych warstw śniegu 

który nie wiadomo czy w ogóle napada 

ale nie pękną z trzaskiem 

znikną jak gdyby nigdy nic - rozprószone 


Ilość odsłon: 229

Komentarze

październik 20, 2026 18:48

W tym wierszu przebija błogi spokój, przeczytało się gładko, pozdrawiam

październik 17, 2026 15:22

u mnie "nie pękną", u Ciebie "pękną"
to zasadnicza różnica
rozproszone czy rozprószone - to już wtórne

dzięki za pochylanie się nad tekstem
pozdrawiam

październik 17, 2026 15:03

Chyba źle przeczytałem pointę , teraz jest ok, nie wiem czy była poprawiana , wcześniej przeczytałem rozproszone dlatego mi nie pasowała pointa . Teraz jest ok , choć można skrócić .

październik 17, 2026 14:30

przemyślałam. zostaje po mojemu.
pozdrawiam

październik 17, 2026 12:48

Wiersz jet bardzo ciekawy, szkoda , że tak przegadany jak to u ciebie dużo kolorów , pokaże moją propozycję , uważam , że w mojej wersji pobita jest bardziej logiczna , przemyśl.

Młodzi mężczyźni zaczynają grać i śpiewać.
Rozchyla się złotolistna korona,
obnaża brąz w słońcu.

Siedzimy półnadzy, uśmiechnięci.
Syndrom matki, ciotki, niedorozwiniętej dziewczyny.
Rozmawiamy, a ja wypatruję nieba,
rysuję na nim bezlistne gałęzie.

Nie utrzymają nawet płatków śniegu.
Pękną z trzaskiem.