Janvierdunord
Pi stacja
życie w izolacji i adaptacji
pistacji stacji przysmaku maku
narkotyk tyk tyk ostateczny
stateczny zegara
autor nie uzyskał uznania twórcy
i krytyki gapiąc się
w sufit i próbując
zagarnąć skrawki koca
zerkał na tysiące gwiazd
i zamykałem oczy
a one umierały bezpowrotnie
jak adaptacja filmowa
po bezsennej nocy przedmioty
imitują ludzkie zachowania
na balkonie pozbierałem
okruchy słońca
staruszka z trzeciego piętra
odeszła tam gdzie
być nie powinna
c'huj wie jak to nazwać skoro
nic i nikt tam nie był
skazała na brak
miłości fizycznej koty
w ten zimny poranek
topole za stygły w bezruchu
leśne ciemności
przesuwa z zachodu na wschód
Ilość odsłon: 778





Komentarze
tetu
luty 01, 2026 14:49
Dobry wiersz Janusz! Sam początek nadaje takiej dynamiki, że aż się chce więcej. Tytuł idealnie współgra z pierwszą cząstką, przy czym liczba PI nawiązuje do nieskończoności, cykliczności. Oprócz izolacji, czuję w tym tekście niepokój, może nawet lęk. Tutaj nie jest pięknie i ładnie. Jest brudno i surowo.
Bardzo na tak! Pozdrawiam.